W pracy nie pije min 775x517 - Zobacz, dlaczego picie alkoholu w pracy nie popłaca

Jeszcze kilkanaście lat temu w Polsce picie alkoholu w pracy było w niektórych firmach tak dużym problemem, że przed wejściem do zakładów można było spotkać napisy przestrzegające przed wchodzeniem na ich teren, gdy jest się pod wpływem alkoholu lub na kacu. Inne tablice przypominały, iż picie alkoholu w pracy również jest surowo zabronione. Choć dziś wiele się już w tej kwestii zmieniło i pijany pracownik to raczej rzadkość, warto jednak pamiętać, co może się stać, kiedy ktoś przyjedzie to firmy po wybiciu „kilku głębszych”.

Co mówi polskie prawo?

W polskiej ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z 1982 roku jest artykuł 17, który mówi wyraźnie, że „kierownik zakładu pracy lub osoba przez niego upoważniona mają obowiązek niedopuszczenia do pracy pracownika, jeżeli zachodzi uzasadnione podejrzenie, że stawił się on do pracy w stanie po użyciu alkoholu albo spożywał alkohol w czasie pracy”.

Polskie firmy sprawdzają stan trzeźwości pracowników

Trzeba to jednak jakoś sprawdzić, bo przecież samo podejrzenie i „metoda na węch” nie wystarczą. Oczywiście ten przykładowy kierownik może poprosić pracownika o dmuchanie w alkomat, ale wiele firm w Polsce ma je na stanie. Podejrzewany o pracę na podwójnym gazie może się jednak to nie zgodzić i żaden kierownik, dyrektor lub prezes nie mogą go do tego zmusić. Chyba, że w zakładzie był wypadek przy pracy. Wówczas nikt takiego badania odmówić nie może.

Władze firmy mogą jednak wezwać policję, która sprawdzi stan trzewności. A jej już badania alkomatem odmówić nie wolno. Gdy alkomat wskaże promile (w Polsce za osobę po spożyciu alkoholu uznaje się kogoś, kto ma od 0,2 promila do 0,5 promila, a za osobę nietrzeźwą natomiast taką, u której stwierdzono powyżej 0,5 promila), wtedy pracodawca, oprócz natychmiastowego odsunięcia takiego pracownika od pracy i zabrania wynagrodzenia, może doprowadzić do jego zwolnienia, ponieważ takie zdarzenie może być traktowane jako ciężkie naruszenie obowiązków służbowych, kwalifikujące się do zwolnienia dyscyplinarnego. Łagodniejsza kara to nagana z wpisem do akt.

Picie w pracy i przed pracą to zły pomysł. Wystarczy jedno piwo, aby pracodawca i policja wyciągnęły surowe konsekwencji, w tym dyscyplinarne zwolnienie, po którym żadna firma nie zatrudni takiego pracownika, oraz wysokie kary pieniężne lub nawet więzienie.

Zostaw komentarz